ROZMOWA Z BODO KOXEM
Kategoria: WywiadyRozmawiamy z królem polskiego kina niezależnego, Bodo Koxem, który w Studiu Prób pracuje nad swoim nowym filmem. Projekt zatytułowany jest "Dziewczyna z szafy" i zdecydowanie odbiega od dotychczasowego dorobku tego reżysera, scenarzysty, producenta, montażysty i aktora, a dziennikarza z wykształcenia. Dotychczasowe filmy Bodo Koxa, zwłaszcza "Nie panikuj", "Marco P. i złodzieje rowerów" oraz "Sobowtór", były wielokrotnie nagradzane na festiwalach.
Witam. Nazywam się Bodo Kox, mam 34 lata. Przyjechałem z Wrocławia.
Po co Bodo Kox, który ma na koncie i filmy, i nagrody, cieszy się pozycją, uznaniem i własnym stylem, przychodzi do Szkoły Andrzeja Wajdy?
Spotkaliśmy się ze Szkołą w pół drogi. Maciej Sobieszczański przeczytał jeden z moich scenariuszy i chyba stwierdził, że potrzebuję się czegoś nauczyć. Już wcześniej myślałem o tym, żeby się sprofesjonalizować.
Robiłeś do tej pory filmy nieuczesane, takie, które idealnie wpisują się w nurt kina offowego. Udało ci się stworzyć własny styl. Nie bałeś się, że tutaj będą z nim walczyć?
Byłem przekonany, że będą. Moja zasada brzmi przytakuj i rób swoje. Ta moja niedbałość na pewno jest dla moich profesorów naganna. Co mi nie przeszkadza. Nie zamierzam ani rezygnować ze swojego stylu, ani przyjmować bezkrytycznie tego, co jest dawane w szkołach. Chciałbym połączyć ten swój nieokrzesany styl z profesjonalnym i świadomym podejściem do zawodu. Chciałbym robić kino o większej sile rażenia.
Chcesz stworzyć nową jakość w kinie?
Nie oszukujmy się. Szkoła nie sprawi, że będę miał warsztat i inteligencję Krzysztofa Kieślowskiego. Ale może mi pomóc w świadomym wykorzystywaniu środków i możliwości. Wejście w to środowisko też może się przydać, bo okazuje się, że jest tutaj dużo fajnych ludzi (śmiech).
Pracujesz nad scenariuszem filmu, który odbiega od tego wszystkiego, co robiłeś do tej pory. To dramat, który opowiada wzruszającą historię chorego chłopaka i jego bliskich. Tymczasem byłam u ciebie na planie i widziałam, że znów wkrada się to dawne wariactwo.
Gdzie się wkrada wariactwo?!
Jak chcesz, żeby ten film wyglądał?
Warsztatowe realizowanie danej sceny różni się od realizowanej już w filmie. Realizuję jedną scenę, wyrwaną z kontekstu i mogę ją sobie dowolnie obrabiać, eksperymentować. Ten scenariusz odbiega od dotychczasowych rzeczy, które zrobiłem, chociaż napisałem go jeszcze w tym okresie, kiedy realizowałem szalone kino offowe. Powstał on w 2006 roku. Przelatywał przez różne ręce, leżał dużo w szufladzie.
To prawda, że Dziewczyna z szafy jest tekstem dość poważnym i wzruszającym. To, że zrobiłem wiele filmów, które wydają się być wygłupami, nie znaczy, że mam tylko takie pomysły. Miewam też projekty, które potrafią wzruszyć. Zresztą te rzeczy, które ludzie uważają za wygłupy, dla mnie nie są wygłupami, tylko pewną konwencją. Mówią o rzeczach poważnych w sposób dowcipny czy komediowy, ironiczny, a nawet sarkastyczny. Ta scena a film, to różnica. Ale oczywiście nie chcę zrobić traumatycznego polskiego kina o tym, że ktoś umiera.
Ale scenariusz taki jest.
Zawsze będę chciał ten dramatyczny obraz trochę pobrudzić, dać mu prztyczka w nos.
Rozmawiała Adrianna Bogdziewicz